DEMON

DEMON a song by OG ENZO on Foxsoundi — Free Music, Smart Streaming for Everyone

DEMON by OG ENZO

DEMON Lyrics

Tango z diabłem, nie z Bogiem
Śmierć czyha za rogiem
Witamy w Warszawie pod policyjnym okiem
Jak się zachowasz jak pała, to wypierdolisz stąd bokiem
Grube tany, znowu mrok, E dziewięć i grass z wyrokiem
Gruba desperacja, mordo, wypierdala szyby z okien
Nie podchodź do bruku, bo potrafi sparzyć ogień
Ona szmata wierna dzielni, cała grupa na jej brodzie
Brakuje szmacie godności i benzo na głodzie
Nawet nie próbuj się witać i najlepiej to stąd
Odejdź, 0,2 kapitala, dziad do ceny na bonę
Życie w chuj pokręcone, w dupę pierdolone
W kieszeni ma dziesięć koła, to zrywaj kurwie kieszone one
On ma jone, księżyczka w koronie zostawiła w lomar
Szmata najebana mefedronem, nie w tą stronę, Dolores
Ty to masz cojones
Twoja tania kokaina jebie jak jakiś majonez
Leci złodziej, złodziej
Witam cię w makeup locie, w naszej zlocie, flocie
Wciskam gaz, lecę bokiem, walę kokę, kokę, więc mam przypał
Pod stosе i znów grubo, grubo, a miało być spokojnie
Kurwa tutaj przyszła szczycić się dorobkiem
Cycki ma zrobione i dupka pentara, a jak
Sztos kurwa wygląda pewnie dobrze opierdala
Ona obwieszona cała od złota, poliksanana
Następnym razem jak tu będzie to będzie jebana
Chociaż plastikowa cała to podoba się kolegom
My bierzemy co chcemy i chuj ci kurwo innego
Wyjebane ego, myśli, że princessa
Jedyne co ci zrobi to wyjebie się na pieska
Na przykłady grane, choć to nie jest FIFA
Dziwka wyjebana, więc niech się już zawija
Torby i samary, a co drugi blok apteka
Wszystko jest pod ręką, a temat to rakieta
Centrum WWA dla ćpunów niczym Mekka
Wstępy jak F1, z talerza znikają ściecha
Jeden na patencie, a na farta inny czeka
Akcja na Rynku, palę okno, wpierdala brecha
Na czapkę materiału, bo chlasta jak prosiaka
Wali konia dupą, by złapać tylko macha
Miasto mnie zasypia
Akcji afera
Plężą się chujozy, a gorsze to od cwela
Dla takiego pana litości tutaj nie ma
Rozwiązanie jedno, opluć jak frajera
CBŚ za grupą dronem namierzają Vodafone
W co trafię zatopione, który lok paki mielone
Mam główny cel pieniądze, więc się zawijaj szonie
Co gram przejebie, a co przejebie na drogie skoki
Drogie, ok, lecę bokiem po kokę, lubię
Drogę w sosie od zero cztery do osiem
Dobry kocie locie, masz dzisiaj wjazd na lożę
Jadą karki w kominiarkach, nawet Bóg Ci nie pomoże
Na bloki zarzucam ogień, E9 central vendetta
Jebać w mordę kamagry, tyle w tym temacie się ma
Było i nie ma, sort odskrajam z kamienia
Przypierdoli szpasa i cię żegnam, do widzenia
Skoki drogie, okej, lecę bokiem po kokę
Lubię drogę w sosie od zero cztery do osiem
Dobry Boże, może ja się kurwo nie stroszę?
Jak miałem poczuć pieniądze, jak nawet nie wyszedł groszem, ej
Mefa tu, sihera, ładna jest jej cera
To bandycka era, walę na krawat frajera
Dzwonił na psy, zgaszony jak kiep
Konfident na ziemi walę mu kopa w łeb
Latam z głową w górze, w kiermanie ekwipunek
Co różni nas od was?
My mamy szacunek
Wjeżdżam na vip lożę, wyjmę więcej niż włożę
Jak masz do mnie problem, to chodź kurwo na noże
Frajer w bagażniku, a w sukienkach panie
Czekam na ofiarę, walę dychę w bramie
To jest ulica, klimat jak na wojnie
Jeden legalnie, drugi kwadrat pierdolnie
Jestem liniasty, chuj obchodzi cię co wolę
Został policjantem ten dojeżdżany w szkole
Zrywa dach po wódce, to weź się zakole
U was w składzie więcej koni niż w stodole
Pewnym krokiem, krokiem, lecę, mijam się z wyrokiem gołym okiem
Okiem widzę, kto tu daje z kotem kurwy z okien, z okien obserwują
Cię pod blokiem kroczym rokiem, rokiem, bo i tak błyszczy urokiem
Myślę nad kolejnym skokiem, bokiem lecę na zakręcie
Kurwo ledwo koniec z końcem wiążesz, zawijaj napięcie
Każdy człowiek na oriencie, w każdym mieście znajomości
Każda kurwa zejścia pozbawiona jest godności
Ja nie czuję złości, zazdrości czy niepewności
Na planszę rzucono kości
Nie otrzymasz tu litości
Ona na mnie złości się znowu, bo jadę w gości
Nieproszony wjeżdżam jak do siebie, nie widzę wrogości
Znowu grubo, grubo, polecimy, będzie suto
Walę linię długą, walę kopa jak Naruto
Ciebie już zepsuto, zrzuto, a potem wypluto w
Hierarchii awansowałeś na zwykłą kurwę rozchutą
O mój dobry Boże, ona wygibała pantsy, stringi
Victoria's Secret i na mordzie odcisk clancy
Życie nie daje szansy kurwiska bez trasy
Wczoraj cię kochała, dzisiaj z dupy ściąga pasy
Takie klimaty, szmaty nie mają pędu
Jak wyczuje pesos nie wyrobi do zakrętu
Zajebała szpagat nad moją skrzynią biegów
Xanax na fast nieśmiertelny, dzwoń po kolegów
Morda wita krawężnik, dzień dobry dobry człowieku
Dalej krok wyjdziesz przed szereg to cię spiszą do odwetu
Nawet to tu się nie testuj i stój na swoim miejscu
Bo cię zweryfikują i już nie będziesz miała sensu
Pędu po getto pędu bez dokumentów wyskakuj
Słuchawy i przekierowuj pacjentów
Z tróglodytki styl, na który nie ma patentu
Pizda jak spożywczaka, za nią linia klientów
Narkotrafikantem w skrytce mefkę chowa
Abrakadabra i już mam twój towar
Kiedyś, by zarobić się waliło kioski
Tył napędem, bokiem wylatuje z ośki
Zawsze na oriencie zdradliwe są łuki
Lepszy mądry wróg niż przyjaciel głupi

From the album: GHAIBOOBA